RSS
wtorek, 05 czerwca 2007
Profesor Prawicki

W porannej audycji TOK FM Igor Janke wystawił na pokaz publiczności niejakiego profesora Prawickiego. Prawickich w randze profesora jest jak psów, trudno mi więc powiedzieć, czy ten jest kimś piastującym jakieś istotne stanowisko, czy ledwie pacjentem wypuszczonym na parogodzinną przepustkę z oddziału zamkniętego. Pewne jest jedno: w Polsce tytuł profesorski może otrzymać nawet śliniący się debil, nie rozumiejący zadawanych mu pytań i nie potrafiący odpowiadać na temat. O marnym kontakcie z rzeczywistością nie wspomnę. Dla radości gawiedzi podaję tylko przykład pytania i odpowiedzi udzielonej przez Prawickiego.

INTERNAUTA: A co profesor sądzi o demolowaniu świata przez USA w celu znalezienia ropy i o bazie Guantanamo?

PRAWICKI: {odpowiedź streszczona w punktach}

1. Ach ci źli internauci, anonimowość zachęca ich do bezczelnych pytań. Gdyby nie był anonimowy, to by nie miał odwagi zadawać takich niestosownych pytań. Ja w ogóle uważam, że to bez sensu.

2. Co złego w szukaniu ropy? No, jeśli ktoś uważa, że ropy nam nie potrzeba, to ja nie wiem...

3. Guantanamo jest bazą istniejącą na Kubie na podstawie międzynarodowych rozmów. A Castro bije Murzynów.

Czas na podsumowanie:

Profesor nie lubi: w tym roku zima nie była zbyt uciążliwa

Profesor lubi: Ziemia kręci się wokół Słońca na podstawie międzynarodowych ustaleń

Profesorowi staje: no, jeśli ktoś ma coś przeciw leżeniu, to ja nie wiem...

Profesor wali konia do: zwierzęta, proszę pana, niby nie należy ich męczyć, ale czasem trzeba
08:11, oranvag
Link Komentarze (1) »
wtorek, 17 kwietnia 2007
Trepanacja czaszki prawicowca

Mała odskocznia od stałych tematów. Oto, dzięki cudownemu zbiegowi okoliczności, dostaliśmy możliwość przebadania mózgu prawicowca w trakcie pracy. Oto napisano krytyczno-prześmiewczy (jak się domyślam) blog o oranvagu. A kiedyż lepiej zobaczyć, co tak naprawdę gryzie prawicowca, jak analizując zjadliwy, jego zdaniem, tekst przeciw komuchowi? Tekst został zamieszczony w blogu, do którego linka znajdziecie po lewo.

Pomińmy soczysty wstęp odwołujący się do teorii o frustracji osób piszących blogi, i Oranvaga jako koronny przykład ją potwierdzający. Przypomnijmy, że frustracja to „to zespół przykrych emocji związanych z niemożnością realizacji potrzeby lub osiągnięciu określonego celu” [Wikipedia]. Oranvag użalał się tylko raz – na niemożność realizacji marzenia bycia piratem na Karaibach, ale było to w blogu prywatnym i zupełnie nie wiem, skąd twórca rzeczonego bloga się o tym dowiedział. Z resztą – piracka frustracja nie trwała długo. Jakoś sobie z tym poradziłem. Ale wracając do tematu.

Prawicowy ból pierwszy – seks

Z bogato opisywanych ekscesów wynikało że fajno jest lać żonę, targać ją za włosy, wyzywać od dziwek i posuwać z pewną dozą brutalności. (...)Jak każdy erotoman-gawędziarz, Przemko nie omieszkał dawać do zrozumienia, że oto niweczy wszelkie tabu, zrywa pęta hipokryzji i dokonuje nastojaszczych prowokacji.

Jak zapewne niektórzy z was pamiętają, blog oranvag.blox.pl opisywał przygody rodziców-żółtodziobów i zmiany, jakie zachodzą w spokojnym życiu, gdy pojawia się potomek. Rzeczywiście – nawet po urodzeniu dziecka seks nadal pozostaje częścią życia, i faktycznie – parę wpisów o życiu erotycznym się pojawiało, wpisów – należy zaznaczyć, o całkiem zwyczajnym seksie. Przynajmniej tak mi się zdawało, dopóki nie okazało się, że dla rzeczonego blogowicza opisywane przeze mnie sytuacje to „niweczenie tabu, zrywanie pęt hipokryzji” itd. Zobaczmy jeszcze, typowe dla prawicowych mózgów zapędy do oceniania i cenzurowania czyichś zachowań erotycznych. Spanking, targanie za włosy, obrzucanie się grubym słowem – sprawiające dziką radość kochającym się osobom, wzburzyło osobę trzecią, emocjonalnie niezaangażowaną, przyglądającą się z boku. To właśnie konserwatyzm, czyli przerażenie faktem, że ktoś się świetnie bawi i jest szczęśliwy.

Prawicowy ból drugi – prawda w oczy kole

Blogowicz, z pewną dozą ironii, wytyka mi, że uważam iż „USA jest be”. Cóż mu innego pozostaje, skoro po przeprowadzeniu na wschodniej i zachodniej półkuli Ziemi badań opinii publicznej, publika skłoniła się do opinii, że drugim największym zagrożeniem dla świata są Stany Zjednoczone Ameryki północnej. Może był to wynik komunistycznej propagandy (z Chin?!) a może po prostu wynik dobrej znajomości historii i brak klapek na oczach?

Prawicowy ból trzeci – schizofrenia jako stan normalny

Osobę, która wierzy święcie, że świat zamieszkiwały kiedyś elfy i hobbity, krasnoludki i smoki uznaje się za wariata. Osoba, która wyznaje religię, więc wierzy w rzeczy wielokroć dużo bardziej niedorzeczne – jest normalna. To ateiści są chorzy psychicznie...

Prawicowy ból czwarty – wolność wyboru

Blogowicz ironizuje: „trza zalegalizować dragi i przekształcić żałosną, podziemną dilerkę w profesjonalny system dystrybucji z centralnym planowaniem, żeby każdy polski uczeń miał w terminie dostarczoną amfę przed klasówką, marychę na popołudnie z kumplami i extasy po dobranocce”, nie dostrzegając jakby, że dla najniebezpieczniejszych narkotyków profesjonalny system dystrybucji istnieje, i że są one sprzedawane oklejone państwową akcyzą. Miesięcznik Lancet (wol. 369, marzec 2007) podaje wyniki uzgodnień ekspertów: psychologów, specjalistów od uzależnień, lekarzy i policjantów zajmujących się walką z narkomanią. Alkohol zajmuje na liście najniebezpieczniejszych substancji piąte miejsce, amfetamina trzy miejsca niżej, kolejną nieco mniej szkodliwą substancją jest tytoń, marihuana dopiero na miejscu jedenastym, a tak przerażające blogowicza extasy dopiero na osiemnastym. Zgadzam się oczywiście z przedmówcą – dystrybucja najniebezpieczniejszych narkotyków, takich jak heroina, kokaina, alkohol, amfetamina i tytoń powinna być stanowczo ograniczona.

Prawicowy ból piąty – krowa zmienia zdanie, prawicowiec - nigdy

Nawiązując do punktu czwartego – podobnie jak poseł pewnej partii koalicyjnej, blogowicz nie kierując się żadnymi racjonalnymi przesłankami, piętnuje substancje, o których nie ma pojęcia, jednocześnie nie zwracając uwagi, że substancje dużo bardziej niebezpieczne są powszechnie dostępne, i nikt nie robi z tego problemu. Ma w mózgu zakodowany pewien dogmat (ulubiona konstrukcja myślowa osób religijnych) i tego się będzie trzymał.

Prawicowy ból szósty – odmienne pojmowanie tolerancji

Dalej czytamy:

Obecnie nasz Chłoptaś udostępnia szerokiej publice te blogi, na których uzewnętrznia swą niechęć do Biblii, religii i ludzi „prawoskrętnych”, zionąc tolerancją wobec odmiennych postaw i poglądów.

W tekście wielokrotnie zarzuca się oranvagowi brak tolerancji. Podczas gdy dla ludzi normalnych tolerancja znaczy: „nie zabranianie, nie stwarzanie przeszkód, przyzwolenie”, dla prawicowców musi to znaczyć najwyraźniej coś zupełnie innego. Prawicowcowi nie wystarcza więc, że zezwala mu się na propagowanie swoich durnych poglądów i odbywanie bez ograniczeń praktyk religijnych. Prawicowiec wymaga, aby jego durne poglądy i zabobonne zwyczaje szanować i wyznawać. Brak szacunku i niezgodność poglądów = nietolerancja. Wyśmiewanie, obrażanie, nabijanie się = nietolerancja (sądząc z powyższego fragmentu). Zauważmy jednocześnie, że drobne żarciki i złośliwości, których dopuszczałem się pod adresem religii musiały w prawicowym mózgu urosnąć do bóg (sic!) wie jakiej zaciekłości i wojowniczości, o czym świadczy poniższy fragment:

Jeśliby roboczo przyjąć za prawdziwą tezę Oranvaga, że na skutek omamienia kultem ludzie gubią gdzieś zdrowy rozsądek, bredzą od rzeczy, tracą panowanie nad sobą i wzrasta ich poziom agresji, to można śmiało stwierdzić, że – jakkolwiek absurdalnie to brzmi – ateizm stał się dla Oranvaga prawdziwą RELIGIĄ.

A teraz parę słów o metodzie dyskusji.

Prawicowa metoda jeden – podać nieprawdziwe fakty

[oranvag twierdzi że] ateizm to wyższy stan świadomości człowieka, a wierzących zapudłować by w reedukacyjne łagry

Oczywiście takie słowa nigdy w żadnym moim tekście nie padły. Jestem tolerancyjny wobec osób religijnych, uważam że powinny mieć możliwość powrócenia do szkoły podstawowej. Jest rzeczą zrozumiałą, że jako osoba tolerancyjna nigdy nie nawoływałem do jakiejkolwiek przymusowej reedukacji.

Oranvag nie cierpi: wierzących, ze szczególnym uwzględnieniem Kośkatu; Stanów Zjednoczonych Ameryki; piłki nożnej i wszelkiego ruchu prawostronnego.

To nie prawda. Jest różnica między „niecierpieniem” a litowaniem się, bądź naśmiewaniem. Powiedziałbym nawet – to dwa zupełnie przeciwstawne bieguny.

Prawicowa metoda numer dwa – ośmieszyć

Moi drodzy – zarzuca mi się, że czytam Dawkinsa. Cóż za wstyd! Dobrze, że nie wiedział, że czytam także Feynmanna, Stiglitza i Hawkinga, bo nie miałbym innego wyjścia, jak zapaść się ze wstydu pod ziemię.

I czas na podsumowanie:

Za autorem bloga:

Etyka Oranvaga: Wyraża się w porzekadle: „Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe”. Zakładając, iż cytat z Oranvaga zawarty w mottcie do niniejszej notki z tą etyką się nie kłóci, niniejszy tekst powstał wyłącznie po to, by Przemkowi sprawić ogromną przyjemność.

Dopiero po tym zdaniu domyśliłem się, że celem było mi dopiec. Autorowi, jako prawicowcowi, a więc osobie łatwo ulegającej obrażeniom, wydawało się, że tego typu notatka może być dla mnie niemiła. Starał się jak mógł. Zdradzając, że czytuję Dawkinsa, prawie mu się udało mnie zawstydzić... jednak, co chyba przyznacie sami – inteligentnego człowieka obraziś się nie da. Ot taka różnica między nami, a nimi.

12:48, oranvag
Link Komentarze (4) »
środa, 11 kwietnia 2007
Alkud

Podczas wojny w Wietnamie amerykańscy generałowie odkryli rzecz, która teraz wydaje się oczywista: nie ma znaczenia, czy się przegrywa, czy wygrywa, czy walczy się w obronie swoich obywateli, czy dokonuje radosnego ludobójstwa. Znaczenie ma tylko Public Relations. Jeśli w dupę dostaje się tęgie lanie, a do kraju wracają, z drugiej półkuli Ziemi, okryte gwiaździstymi sztandarami trumny, mówi się, że oni zginęli za wolność swojej ojczyzny. Kiedy rozwali się całą wioskę starców, kobiet i dzieci, mówi się, że dowódca był psychopatą i nie można winić za to Stanów Zjednoczonych. Kiedy bohaterskie wojska agresorów są ostrzeliwane, powiada się, że to terroryści / Polnische Banditen / psychopaci, którzy chcą powrotu starego reżimu / fanatycy, którzy nienawidzą wolności / totalitaryści, co są wrogami demokracji, i tak dalej, i tak dalej. A co robić, gdy szeroka publika przestaje wierzyć w notatki prasowe, preparowane przez najlepszych ekspertów od marketingu i kierowania motłochem? No, wtedy trzeba pokazać realność zagrożenia – wysadzić w powietrze jakiś kawałek miasta i zadbać o to, aby niedaleko zdarzenia odnaleziono porzuconą furgonetkę z Koranem / manifestem komunistycznym / podobizną Kim-Ir-Sena / plakietką WWF, czy co tam będzie najbardziej pasowało do konkretnej chwili.

Dlatego też gorąco zachęcam wszystkich, niezależnie od poglądów, do czytania bloga Alkuda i wbicia sobie do zakutych łbów, że Islam wielkim zagrożeniem jest! Alkud daje na to dowody naukowe! A przecie nie kwestionujemy naukowych badań, które mówią nam codziennie, jaka pasta jest najlepsza, a jaki proszek daje biel najbielszą. Czytajcie Alkuda, wierzcie, oglądajcie i bójcie się! Bójcie islamskich fanatyków! Nie chcielibyście chyba, żeby kilku kolesi z doklejonymi brodami przyjechało pod wasze biuro, zainstalowało bombkę, a potem porzuciło furgonetkę z portretami Osamy w widocznym miejscu i udało się spokojnie do McDonalda na jedno z tradycyjnych dań ich kuchni narodowej, zapijając narodowym substytutem bezalkoholowej brązowej wódki z bąbelkami?

Misja Alkuda jest więc ważna i powinniśmy podchodzić do niej z należytą czcią. Chodzi o nasze tyłki! Póki wierzymy Alkudowi, nie mamy się czego bać. Spróbujcie jednak umniejszać, bądź ignorować zagrożenie islamskim fundamentalizmem, a zaraz się przekonacie, jakie jest realne. Mieszkańcy Madrytu już to wiedzą.

Jurgieltnictwo ma w Polsce długą i piękną historię, dobrze że Alkud podtrzymuje tę tradycję. Już niedługo z resztą, może od przełożonych nadejdzie polecenie objęcia nowego etatu i zobaczymy arcyciekawy, napisany przez Dzonk-Al-Kud-Sena blog o arsenale jądrowym Korei Północnej. Dzonk-Al-Kud-Sen będzie zbiegiem z Korei, wykształciuchem z doktoratem z politologii, stosunków międzynarodowych, sinologii i atomistyki. Przedstawi niezbite i niepodważalne naukowo dowody na to, Korea Północna wielkim zagrożeniem jest. Lepiej go wtedy słuchajcie...

Podsumowując: Alkud jest, w przeciwieństwie do osób wymienionych wcześniej, zwykłym, normalnym, zdrowym psychicznie człowiekiem. Pisze głupio, bo takie ma rozkazy, bo poważnie i profesjonalnie traktuje swoją pracę dla Departamentu Jedynie Prawdziwej Prawdy przy Centralnej Agencji Wywiadowczej Stanów Zjednoczonych Ameryki północnej. Poza tym jest normalnym człowiekiem, average Joe. W niedziele zabiera rodzinę na wykwintny obiad w restauracji McDonald’s, lubi „Dzień niepoodległości”, prowadzi unormowane i niezbyt urozmaicone życie seksualne z piękną żoną, z którą ma czwórkę dzieci, Condolezzę, Ronalda, Richarda i George’a. Posiada kowbojski kapelusz i wspaniałą kolekcję broni, która mogłaby być jeszcze wspanialsza, gdyby jurgiel był wyższy.

Alkud nie lubi: kiedy żona, wchodząc do łóżka dotyka go zimnymi stopami

Alkud lubi: wyszukiwanie materiałów do swoich wpisów w przepastnych zasobach Agencji

Alkudowi staje: tylko na widok żony, zwłaszcza w tych perwersyjnych kostiumach bikini

Alkud wali konia do: nie wali, bo to grzech

11:51, oranvag
Link Komentarze (6) »
wtorek, 27 marca 2007
Galba

Jakiś czas temu żona opowiadała mi o pewnym dyrektorze administracyjnym, który na każdą dziedzinę biurowego życia wprowadzał zasady i regulaminy, trzymał wszystkich krótko i stosował politykę zamordyzmu. W każdej dziedzinie. Choćby porządku na biurkach: „Każdemu pracownikowi wolno trzymać na biurku maksymalnie trzy przedmioty osobiste, w tym kamienie”. Nie pytajcie, o co chodziło z kamieniami, nikt nie wie. Był więc biurowy, liberał (liberał według pojmowania Ksiecialulki) przykładem typowego osobnika z kurczem analnym. Uwielbiającym ordnung, nienawidzącym pedałów, ateistów i innych zboczeńców. Jednym z tych prawicowców, targanych bezustannym strachem, że gdzieś tam na świecie mogą istnieć ludzie, którzy są szczęśliwi. Jednym z tych, którzy w nocy budzą się zlani potem, bo przyśnili im się Shiny Happy People. Tydzień temu znajoma powiedziała nam, że ten pan rzucił właśnie katolicką żonę, ochrzczone, spłodzone po bożemu, dzieci i został naczelnym redaktorem poczytnego portalu. Gejowskiego.

Tak mi się to przypomniało a propos gościa z jajami jak berety, o którym piszę dzisiaj. Co może myśleć umęczona matka Galby, gdy prasuje mu slipki?

„Chciałoby się mieć już wnuczęta, ale co poradzić? Mój Galbuś taki delikatny, taki kochany. A kobiety okrutne, wyrafinowane. Która by mu zrobiła na śniadanie takiej pysznej owsianki, jak ja?”, kończą się slipki i matka naszego ulubieńca przechodzi do prasowania skarpetek: „To taki mądry i dobrze ułożony chłopiec, w końcu tatko nigdy nie szczędził pasa, więc kindersztubę Galbuś ma, oj ma! Do kościółka chodził w każdą niedzielę, a jak trzeba było, to nawet częściej. Piątki miesiąca odfajkował. A jako ministrant jak długo na zakrystii bywał! Oj, wracać do domu nie chciał! A ksiądz proboszcz to za tę służbę zawsze mu dał lizaka, cukierka, czy grosz na nowe butki... Taaaak... Jak pomyślę o wszystkich tych złych kobietach, modliszkach, to myślę, że w sumie dobrze, że mój Galbuś całe życie wolał męską przyjaźń.”...

Ale koniec gdybania. Cóż napisać o Galbie? Dokładną analizą niech zajmą się studenci psychiatrii, dla nas, czytelników ważne są forma i treść. Wielu z nas, nie zgadzając się z politycznymi poglądami Korwina-Mikke, uwielbia czytać jego dowcipne, złośliwe, lekkie i surrealistyczne w treści teksty. Galba jest absolutnym tego przeciwieństwem – jego wypociny to sztampa, nuda, brak talentu. Wszystko to podsycone moralnym niepokojem, strachem przed wszechogarniającym komunistycznym spiskiem, analnym kurczem, seksualną frustracją i zahamowaniami w sferze hedonistycznej. Przez jakiś czas gotów byłem myśleć, że jego poglądy i sposób bycia spowodowane są wschodzeniem włosków na siusiaku (kiedy zaczynają rosnąć, to swędzą, co może powodować takie, lub inne stany emocjonalne i psychiczne), dziś jednak jestem prawie pewien, że to bunt wobec własnej orientacji seksualnej. Może więc kiedy Galba odrzuci skorupę katolickiego wychowania, da się poznać jeszcze jako bojownik o prawa mniejszości? Sztampowy, nudny i bez talentu, ale za to wolny.

Podsumowanie:

Galba nie lubi: komuchów (ekologów, feministek, pedałów, ateistów itd)

Galba lubi: Wildsteina, Łysiaka, Ziemkiewicza

Galbie staje: nie, jeszcze nie

Galba wali konia do: patrz wyżej

P.S. Wszystkich ludzi dobrej woli proszę o dary piieniężne, na moje konto, w tytule przelewu proszę wpisać: K-Y I INICJACJA SEKSUALNA - FUNDUSZ CELOWY DLA GALBY

13:12, oranvag
Link Komentarze (5) »
środa, 07 marca 2007
Bartłomiej Węglowczyk*

Chciałbym móc stanąć oko w oko z Bartłomiejem, i jak równy do równego zaszczebiotać:

— Ach, Bartusiu, świetnie cię rozumiem! Mój dziadzio, razem z Wehrmachtem w 1939 obalił zbrodniczy reżim Mościckiego, potem na stanowisku w Gestapo prowadził misję stabilizacyjną w Generalnej Guberni, a 19. kwietnia 1943, razem z Waffen SS przeprowadził udaną misję humanitarną w getcie. W 1945 zrzucił mundur i pomógł Związkowi Radzieckiemu utworzyć w Polsce niezależny, demokratyczny rząd, co tu dużo mówić – jestem z dziadzia dumny i rozumiem, że i ty czujesz dumę, gdy myślisz o oswobożdieniu Iraku przez nasze oddziały i o kawale dobrej roboty, którą robią tam nasi dzielni chłopcy, ramię w ramie z niezwyciężoną armią Stanów Zjednoczonych, Gwarantem Światowego Pokoju.

Bardzo bym chciał, powiedzieć mu to wszystko, ale nie mogę, niestety. Mój dziadek nie posiadał tak heroicznej przeszłości. W 1939 walczył po stronie polskich terrorystów (tzw. „Polnische Banditen”) i wojna zakończyła się dla niego pod Bzurą. Nie jestem więc godzien, aby rozmawiać z człowiekiem tak świadomym politycznie i tak rozsądnym, jak redaktor Bartłomiej.

Bartuś niestety nie ma w sobie za grosz empatii. Nie może zrozumieć, że wstydzę się niechlubnej przeszłości dziadka i nazwał mnie frustratem, czym szalenie mnie zranił (starzy czytelnicy moich blogów wiedzą doskonale jak bliska prawdy była diagnoza redaktora W.!)

Ale jak tu nie być frustratem, skoro nie jestem w bodaj jednej setnej tak uroczy jak szanowny pan redaktor! Gdy zdarza mi się wejść na jego blog i widzę to szlachetne, piękne, męskie oblicze, z którego bije inteligencja i rozsądek, biegnę do łazienki i patrząc w lustro na swoje odbicie, płaczę i zapytuję boga, czemu mnie poskąpił tej samczej, agresywnej urody. Wiadomo, że większość piszących blogi to frustraci, że, podobnie jak ja, boją się pokazać swoich szkaradnych pysków, pryszczatych, łysiejących, uokularzonych, zezowatch, nieco downiastych. Twarze pokazują tylko ekstrawertycy, świadomi swojej powalającej urody, prawdziwi mężczyźni, których zwierzęcy magnetyzm wypełnia cipy wszystkich samic, w promieniu kilometra, gęstym śluzem.

Cóż tu dalej gadać po próżnicy? Bartek to chłop z jajami, jak berety. Szkoda że jego blog nie jest śmieszny, nawet niezamierzenie, jest za to przerażający i niesmaczny.

Wszyscy, którzy chcą być facetami z jajami niech teraz powstaną i krzykną: niech żyje wolny Irak! Wiwat nasi chłopcy, niosący Irakijczykom pokój, porządek, prawo i sprawiedliwość! Wiwat autonomiczny rząd iracki! Wiwat Stany Zjednoczone – gwarant światowego porządku!

Podsumowanie:

Bartek nie lubi: wrogów pokoju i stabilizacji na świecie, którą zapewnić może jedynie Chorąży Pokoju, George W. Bush.

Bartek lubi: odgłos bomb spadających na terrorystyczne sadyby, chrupanie czaszki małego irakijskiego terrorysty, pod butem amerykańskiego żołnierza, dźwięk przelatującego F-16, grzechot gąsienic, pomruk silnika hummera na wysokich obrotach, łopot Gwiazdzistego Sztandaru na Wietrze Wolności.

Bartkowi staje: na myśl o Pax Americana.

Bartek wali konia do: portretu Condoleezzy Rice lub Colina Powela (zależy, kto jest w zasięgu wzroku).

______
* Imię i nazwisko poszkodowanego zmienione.

09:34, oranvag
Link Komentarze (4) »
piątek, 02 marca 2007
Xiazelulka

(autor publikuje na blogu Nieustraszeni Łowcy Komuchów)

Chłop z jajami – bo trzeba mieć jaja jak berety, żeby mieć odwagę rozbić z siebie idiotę na forum publicznym. Xieciululce to zupełnie nie przeszkadza, ba! można odnieść nawet wrażenie, jakby siły dodawała mu świadomość, że czytając jego teksty, iluś tam internautów masuje żuchwę obolałą w wyniku zderzenia z ziemią, przeciera ze zdumienia oczy, lub zagląda do Wikipedii pod hasło „schizofrenia”.

Wiadomo, że wiele kobiet, publikujących swoje nagie zdjęcia w Internecie odczuwa podniecenie na myśl, co też wszyscy oglądający je faceci będą robić ze swoim ptaszkiem i iluż na raz będzie tych facetów. Może więc Xiazelulka odczuwa tę samą perwersyjną przyjemność wyobrażając sobie zdumienie i zażenowanie odbiorców jego tekstów? Czy może podniecać go to bardziej, niż lektura jego ulubionych, intelektualnie wysmakowanych, magazynów, CKM i Playboya, do których domaga się nieograniczonego dostępu?

Nieograniczonego... No właśnie. Xiazelulka uważa się za piewcę liberalizmu. Xiazelulka nie znosi, żeby kryptokomuniści mu coś narzucali. Xiazelulka burzy się na przymus zapinania pasów, przymus jeżdżenia na światłach, zakaz siadania za kółkiem po ledwie dwóch piwach. I trudno nie odmówić mu racji – jako antykomunistę gówno obchodzą go masy, czyli bliźni, więc argument, że jego wolność może oznaczać śmierć dla innych osób, to jak tłumaczenie ślepemu, że nie powinien nosić kolorów sraczkowatych, bo kojarzą sie zgównem. No ale, niech mu już będzie. Niech sobie chleje i popierdala sto sześćdziesiąt na godzinę, byle były w Polsce specjalne trasy dla liberałów. W spójnym, liberalnym poglądzie Xiecialulki pojawia się jednak wyrwa – piewca liberalizmu, któremu nie w smak nawet stara prawda że „nieznajomość prawa nie zwalnia z odpowiedzialności” nie zgadza się, aby można było bezkarnie lżyć uczucia religijne, polityków, czy choćby bliźnich. Podejrzewam, że gdyby spytać go o tę pozorną (ma się rozumieć) sprzeczność, odpowiedziałby, że wyjątek potwierdza regułę. Nie jestem też do końca pewien, czy Xiazelulka zgodziłby się, abym kopulował z żoną na ołtarzu w jego świątyni, po czym spuścił się jej do buzi, wypowiadając sakramentalną formułkę „ciało Ch.”, i tak dalej, a potem obsikał jego symbol religijny, i czy zgodziłby się z moją argumentacją, że nieznajomość prawa tego zabraniającego zwalnia mnie z odpowiedzialności.

Xiazelulka, jak to prawicowiec, nie potrafi być śmieszny w sposób zamierzony. Widać, że się napina, że żyłka prawie mu pęka z wysiłku. I widać to też w jego kawałach - są tak toporne, jak zrobiona z trudem, w czasie gigantycznego zatwardzenia, malutka kupka. W warstwie drugiej, czyli śmieszności niezamierzonej - humor wysokich lotów.

Czas na podsumowanie:

Xiazelulka nie lubi: praw socjalnych, praw człowieka, tolerancji dla pedałów, kobiet (zwanych przez niego także „idiotkami”), aborcji, eutanazji, ateizmu, internacjonalizmu.

Xiazelulka lubi: wysublimowane intelektualnie magazyny takie jak CKM i Playboy, liberalizm (z wyjątkami), karę śmierci, prawicę, tak zwanych faszystów, antysemityzm, religię, nacjonalizm, niższe podatki.

Xięciululce staje: na myśl o zszokowanych czytelnikach.

Xiazelulka wali konia do: portretu Pinocheta.

10:46, oranvag
Link Komentarze (6) »